czwartek, 19 września 2013

babciny fotel

Gdy skulona siedziała w starym fotelu o irytująco brzęczących sprężynach, zrozumiała w końcu co pchnęło ją w stronę tak mizernej egzystencji, z której nie potrafi się wydostać. Schyliła głowę i złapała wychudzony, tłusty splot włosów. Nie przypominały już bujnych loków, które kiedyś stanowiły powód do dumy. Zapaliła papierosa. A niech to szlag! – pomyślała. Gorzej już być nie może. Powoli, bawiąc się gorzkim, nieprzyjemnym dymem w ustach, odchyliła głowę do tyłu. Rozprostowała spięte od kilku godzin mięśnie kręgosłupa. Spojrzała w sufit. Pierwsza łza popłynęła bardzo szybko. 
A gdyby moje życie toczyło się tylko w tym fotelu? – pomyślała. Żyłabym tutaj sama, według własnych zasad, może nawet polubiłabym zgrzyt tego zgrzybiałego lamusa?


Łzy zmieszane z dymem nagle zalały pokój jak mgła przypominająca ubitą śmietanę, którą w dzieciństwie łapczywie pochłaniała posrebrzanymi łyżkami, gdy nikt nie patrzył.
Dławiący dym ćmił oczy coraz mocniej. Zamknęła je i nagle wszystko stało się jasnozielone. Biała plama, której jeszcze przed chwilą była częścią rozpłynęła się jak poranna mgła otulająca góry.
Niegdyś widziała je na wsi. To było lato, Ukrainę zwiedzała pierwszy raz w życiu.

-Pamiętam Słońce. Pamiętam jak każdy promień usiłował przebić się przez powoli rozpływającą się gęstwinę bladości  – powiedziała głośno w stronę pustej, obdartej ściany, po której leniwie spływały krople wody. 

























Brak komentarzy:

Prześlij komentarz